PWGay

Politechnika Warszawska w kolorach tęczy
Dzisiaj jest 23 paź 2019, o 23:11

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 9 ] 
Autor Wiadomość
Nieprzeczytany post: 15 cze 2011, o 12:52 
Offline
Wiedźma jak ta lala
Awatar użytkownika

Rejestracja: 28 maja 2010, o 22:14
Posty: 1078
Historyjka z Joe Monstera:

Cytuj:
Pewien facet, (młody, po studiach) jechał z Gdańska do Warszawy na rozmowę kwalifikacyjną. Akurat tak się złożyło, że godzina rekrutacyjna była dość wczesna, więc gość nie miał wyboru - wbił się w garnitur i pojechał pośpiesznym pociągiem gdzieś w okolicach 3 nad ranem. Pech (ale może i nie pech?) chciał, że ten pociąg jechał z Gdańska przez Warszawę do Krakowa zatrzymując się wyłącznie na wspomnianych stacjach. No i przysnęło się facetowi. Budzi się, patrzy na zegarek i coś mu nie pasuje. Pyta współpasażerów kiedy dojadą do stolicy, a oni: "Paaanie! Warszawa za nami jakieś pół godziny". Gość stanął na równe nogi i wybiegł do konduktora. Konduktor oczywiście, że nie może, że procedury itp., ale facet był uparty, więc konduktor się zlitował i mówi:
- Ja zatrzymać pociągu nie mogę, ale tam na końcu jest konduktorski przedział, a w nim hamulec. Idź pan tam, pociągnij za hamulec i uciekaj, po 5 minutach wzywam policję.
Gość pobiegł do przedziału. Mija minuta, dwie, trzy, pociąg nadal jedzie. Konduktor idzie do przedziału, a tam ten sam facet szarpie się jak oszalały i siłuje z hamulcem i nijak nie może zaciągnąć hamulca. Konduktor załamał ręce i wskazał mu przedział, w którym nie ma ludzi, za to jest hamulec. No to gość wystrzelił do przedziału i zaciągnął hamulec. Pociąg stanął. Facet otworzył drzwi i wyskoczył. Akurat to była zima, a miejsce zatrzymania okazało się szczerym polem. Ale gość był twardy. Wyskoczył poboczem i z buta pobiegł w kierunku Warszawy. Biegł tak pół godziny, wreszcie trafił do jakiejś miejscowości. Tam złapał pierwszego napotkanego kierowcę i groźbą, prośbą i przekupstwem skłonił go do podwózki. Wreszcie, spóźniony dwie godziny trafił wreszcie do sali rekrutacyjnej.
Wchodzi - garnitur zniszczony, cały mokry, ubłocony, brudny, sam facet spocony, ledwo żywy. Komisja rekrutacyjna zadziwiona takim wyglądem kandydata poprosiła go o wyjaśnienia. Ten już na spokojnie opowiedział co mu się przytrafiło. Po chwili konsultacji komisja zgodnie stwierdziła, że człowiek z taka motywacją do działania i potrafiący tak skutecznie działać pomimo wszelkich przeciwności losu będzie idealnym pracownikiem.

A jaki z tego morał? Nie poddawaj się nigdy, bo czasem pozorna porażka może okazać się w konsekwencji prawdziwym sukcesem.

Z tej historii wynika jeszcze inny morał - bardziej ceni się ludzi, którzy sprawnie wychodzą z problemów, do których sami doprowadzili, niż tych, którzy dzięki racjonalnej zapobiegliwości do tychże problemów nie doprowadzają. Czy gdyby pan nie zaspał, nie doprowadził swojej aparycji do odrażającego stanu, nie wszedł na rozmowę ledwo żywy, też dostałby pracę? Pewnie byłoby mu trudniej. Albo z innej beczki - przypuszczam, że Donald Tusk i Cezary Grabarczyk zostaną bohaterami, gdy autostrada A2 na Euro będzie przejezdna. Dlaczego ceni się tego rodzaju ułomną przebojowość, czynny żal, a nie zapobiegliwość?

Co o tym myślicie?

_________________
To mężczyzna powinien starać się o mężczyznę, a nie mężczyzna o mężczyznę!


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Nieprzeczytany post: 15 cze 2011, o 21:10 
Offline
Rusałka
Awatar użytkownika

Rejestracja: 19 cze 2009, o 10:19
Posty: 1318
Lokalizacja: WAWA
Ja znałem zaś postać postępującą przeciwnie.
Niewielka, ale ekskluzywna spółka świadczącej usługi dla biznesu. Jej szef ma umówione spotkanie z ważnym klientem (a w takich biznesach ważny klient może wszystko).
Już, już wychodzi, nagle trach - koszula (ekskluzywna) cała w buraczkach.
Nowej koszuli akurat brak. Z nieznanych mi względów zakup nikomu nie wpadł do łba.
I cop ze spotkaniem? Spotkanie odwołujemy ze względu na trzęsienie ziemi albo inny poręczny pretekst. Tak się nie można pokazać klientowi.
Buraczkami upaprana koszula kosztowała tego szefa jeden przelot Warszawa-Budapeszt (bo musiał przylecieć jeszcze raz do klienta).

_________________
Даже если вам немного за тридцать
Есть надежда выйти замуж за принца


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Nieprzeczytany post: 16 cze 2011, o 00:13 
Offline
Mistrz-Magik ;)
Awatar użytkownika

Rejestracja: 25 lut 2004, o 09:40
Posty: 337
Lokalizacja: Italia!
Smith pisze:
Z tej historii wynika jeszcze inny morał - bardziej ceni się ludzi, którzy sprawnie wychodzą z problemów, do których sami doprowadzili, niż tych, którzy dzięki racjonalnej zapobiegliwości do tychże problemów nie doprowadzają. <ciach> Dlaczego ceni się tego rodzaju ułomną przebojowość, czynny żal, a nie zapobiegliwość?

Co o tym myślicie?

Po pierwsze: nastawienie na rozwiązywanie problemów.
Żadną tajemnicą nie jest, że bawie się w kierowanie. I generalnie zawsze próbuję grać na rozwiązanie problemów, a nie ich kreowanie.
Można zadać pytanie: "czy coś się da zrobić?", a można zadać pytanie "jak to zrobić?". Tych zadających drugie pytanie jest niewielu, zatem człowiek taki, jak ten z opisywanej historii, jest na wagę złota. Nawet, jeśli nie ma wiedzy.

Innym zaś aspektem jest polityka i problemy. Tu inne racje mają znaczenie. I ponadczasowe stwierdzenie o prawdzie czasu i prawdzie ekranu jest tutaj na miejscu.
My widzimy jakiś wycinek historii, nie znamy kulisów i rzeczywistości; przy czym ja nie bronie, w szczególności tego, statusu.

Tekst fajny. Ja uważam, że dobry komentarz popełniłeś :)

_________________
To jest laickie forum, wolne od religijnych miazmatów :-)


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Nieprzeczytany post: 16 cze 2011, o 00:52 
Offline
Chłopiec
Awatar użytkownika

Rejestracja: 19 mar 2004, o 00:56
Posty: 4986
Lokalizacja: Elka
Zajęło mi dziś trochę czasu zastanawianie się nad tym tematem, za co dziękuję Smithowi.
Mam tu 3 myśli:
1. Przedstawienie jakiegoś nieszczęścia, takiego jak przykładowy problem z dotarciem na miejsce z w miarę pozytywnym rozwiązaniem, tj. pokonaniem problemów i dotarciem sprawia, że to drugie - czyli zarazem spóźnienie - wydaje się być pozytywne, ze względu na kontrast. Dlatego taki ciąg wydarzeń możemy odbierać lepiej niż by wypadało
2. To, że ktoś się nie spóźnił i nie zaspał, nie oznacza, że nie byłby zdolny do takiego poświęcenia i starań, jak ten co się spóźnił. Gdyby człowiek zarówno nie popełniał błędów, jak i był zdolny do poświęceń, byłby jeszcze lepszym pracownikiem. Dlatego wybór tego spóźnionego wcale nie musi być mądry.
3. Przeżycie sytuacji takiej jak opisana jest zarazem przejściem jakiegoś testu. Takie testy trudno organizować, a fajnie byłoby mieć ludzi, którzy umieją dobrze przejść przez takie trudne sytuacje. Człowiek z historyjki dobrze je przeszedł, więc może być uznany za pozytywnie zweryfikowanego, w zakresie w którym innych się nie da przetestować i przez to mieć duży plus u pracodawcy. To tak, jakby miał dodatkowy dyplom czegoś.

Z powyższych twierdzeń nie wynika, czy to wybór czy też rezygnacja z takiego pracownika są mądre. Przykładowo ja, po takim przemyśleniu sprawy nie zdecydowałbym się od razu zatrudnić tego człowieka, ale wziąłbym pod uwagę jego wyczyn. Być może postarałbym się go jakoś sprawdzić, czy takie zasypianie mu się często zdarza - może po prostu jest doświadczony i dlatego tak dobrze poradził sobie w tej sytuacji :P.

_________________
Chłopiec pełen magii

count your blessings now
'fore they're long gone


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Nieprzeczytany post: 16 cze 2011, o 01:07 
Offline
Wiedźma jak ta lala
Awatar użytkownika

Rejestracja: 28 maja 2010, o 22:14
Posty: 1078
YoNasHek pisze:
Żadną tajemnicą nie jest, że bawie się w kierowanie.
I dlatego trochę na ten głos liczyłem ;)
Cytuj:
Można zadać pytanie: "czy coś się da zrobić?", a można zadać pytanie "jak to zrobić?". Tych zadających drugie pytanie jest niewielu, zatem człowiek taki, jak ten z opisywanej historii, jest na wagę złota. Nawet, jeśli nie ma wiedzy.
Rozumiem, że dokonuje się tu założenia, że skoro ktoś umie tak spektakularnie rozwiązać własny problem, to z równie wielkim zaangażowaniem będzie rozwiązywał problemy cudze (w tym kolektywu, którego jest członkiem)? Czy nie jest to zbyt odważnie sformułowana zasada? I wreszcie czy ryzyko, że taki delikwent dalej będzie grzeszył nieroztropnością, nie jest zbyt duże?

Zdaję sobie sprawę, że przypadki analogiczne do opisanych w historyjce zdarzają się rzadko, ale się zdarzają ;) Z tego względu problem jest moim zdaniem ciekawy. Wiadomo, że osoba z nastawieniem na rozwiązywanie problemów jest bardziej wartościowa niż pozbawiona takiego nastawienia, jak też osoba roztropna jest cenniejsza niż nieroztropna. Ale czy na pewno nieroztropny pan nastawiony na rozwiązywanie problemów jest lepszym pracownikiem niż roztropny i nienastawiony na rozwiązywanie problemów (bo być może dzięki swojej roztropności do tego niezmuszony). W historyjce na to pytanie pada wyraźna odpowiedź "tak", która budzi we mnie dyskomfort.

_________________
To mężczyzna powinien starać się o mężczyznę, a nie mężczyzna o mężczyznę!


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Nieprzeczytany post: 16 cze 2011, o 01:18 
Offline
Wiedźma jak ta lala
Awatar użytkownika

Rejestracja: 28 maja 2010, o 22:14
Posty: 1078
Chlopiec pisze:
3. Przeżycie sytuacji takiej jak opisana jest zarazem przejściem jakiegoś testu. Takie testy trudno organizować, a fajnie byłoby mieć ludzi, którzy umieją dobrze przejść przez takie trudne sytuacje. Człowiek z historyjki dobrze je przeszedł, więc może być uznany za pozytywnie zweryfikowanego, w zakresie w którym innych się nie da przetestować i przez to mieć duży plus u pracodawcy. To tak, jakby miał dodatkowy dyplom czegoś.
To jest moim zdaniem szczególnie ciekawe spostrzeżenie, bo po części sprowadza problem do signallingu. Zatrudnienie osoby, która przeszła taki test, jest bezpieczniejsze. Wiadomo, co po zatrudnianym się spodziewać. Na pewno nie ideału (tu: roztropnego i nastawionego na rozwiązywanie problemów), ale kogoś na miarę potrzeb. Osoba, która nie przeszła takiego testu, może być ideałem, ale też oszukańcem, który twierdzi, że jest zarazem roztropny i nastawiony na rozwiązywanie problemów, podczas gdy z problemami sobie nie radzi. Ale z tego wynika, że osoby odpowiedzialne za dobór współpracowników charakteryzują się... awersją do ryzyka! To jednak zaskakująca konstatacja, jeśli chodzi o decydentów :)

_________________
To mężczyzna powinien starać się o mężczyznę, a nie mężczyzna o mężczyznę!


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Nieprzeczytany post: 16 cze 2011, o 07:18 
Offline
Mistrz-Magik ;)
Awatar użytkownika

Rejestracja: 25 lut 2004, o 09:40
Posty: 337
Lokalizacja: Italia!
Smith pisze:
Rozumiem, że dokonuje się tu założenia, że skoro ktoś umie tak spektakularnie rozwiązać własny problem, to z równie wielkim zaangażowaniem będzie rozwiązywał problemy cudze (w tym kolektywu, którego jest członkiem)? Czy nie jest to zbyt odważnie sformułowana zasada? I wreszcie czy ryzyko, że taki delikwent dalej będzie grzeszył nieroztropnością, nie jest zbyt duże?


Są cechy i cechy.
Generalnie samo cv ma to do siebie, że można, jeśli się chce, dużo z niego wyczytać.
Jeśli dodatkowo poszeregować pewne cechy, które wpływają na moją decyzję, to bez wątpienia element rozwiązywania problemów będzie jednym z najważniejszych.

Smith pisze:
Ale czy na pewno nieroztropny pan nastawiony na rozwiązywanie problemów jest lepszym pracownikiem niż roztropny i nienastawiony na rozwiązywanie problemów (bo być może dzięki swojej roztropności do tego niezmuszony). W historyjce na to pytanie pada wyraźna odpowiedź "tak", która budzi we mnie dyskomfort.


No, ale trzeba zapytać, czy na tej podstawie można, tak całkiem szczerze, odpowiedzieć sobie na pytanie, czy on nie był roztropny.

Przypomina mi się tka historia, którą kiedyś sprzedawałem na szkoleniach, a która z grubsza sprowadza się do filozofii "you can do it" (powiało AmWay'em). Ale tak to właśnie działa.

Jak powyżej: są cechy i umiejętności nabyte i są cechy i umiejętności "wrodzone". Dla mnie nastawienie na rozwiązywanie problemów jest "wrodzone". Wole zatem pozyskać człowieka, którego posiada zestaw poszukiwanych cech wrodzonych, korygując to, co należy do grupy "nabytych".
Spóźnianie się, dla mnie, jest elementem kulturowym - bo jeśli jest przyzwolenie społeczne dla tego zachowania (np. w mojej poprzedniej firmie notorycznie Prezes nie dotrzymywał czasu spotkań), to można z tego wywnioskować iż:
- spóźnia się,
- nie umie planować,
- nie szanuje czasu i pieniędzy firmy (pracownicy czekają -> nie pracują),
- wytwarza atmosferę pełnego uzależnienia od siebie.

Czy można temu zapobiegać? TAK!
Przecież, tak jak ja w obecnej firmie, można:
- zaplanować więcej czasu na spotkanie i, co chyba najważniejsze, zadać pytanie o temat spotkania,
- przekazać informację o opóźnieniach,
itp.

Natomiast, zwróć uwagę na dwie grupy cech, które różnicują te dwa przypadki:
drugi zdecydowanie wiąże się z odpowiedzialnością (cecha wrodzona bardziej niż nabyta), a nabyte umiejętności (planowanie, komunikowanie, informowanie) są dobrym dodatkiem do wrodzonych.
I tak, na tym przykładzie, można zobaczyć, jak wyłapać te elementy. Z zestawem pytań i cv można prześledzić wiele rzeczy.

Wracając do początku jednak: nie umiem odpowiedzieć jednoznacznie na Twoje pytanie. Bo nie ma jednego typu pracownika. Jeśli mam wziąć pewną grupę swoich ludzi (robotników), to ja wole by był punktualny i roztropny. Jeśli menedżerów, to szukam zorientowania na rozwiązania pojawiających się problemów, jak i kilku innych, a spóźnienia [i kilka innych rzeczy] są w tym momencie mniej istotne.

_________________
To jest laickie forum, wolne od religijnych miazmatów :-)


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Nieprzeczytany post: 16 cze 2011, o 07:27 
Offline
Mistrz-Magik ;)
Awatar użytkownika

Rejestracja: 25 lut 2004, o 09:40
Posty: 337
Lokalizacja: Italia!
Smith pisze:
Ale z tego wynika, że osoby odpowiedzialne za dobór współpracowników charakteryzują się... awersją do ryzyka! To jednak zaskakująca konstatacja, jeśli chodzi o decydentów :)

Ale czemu zaskakująca? Zjawisko najbardziej naturalne na świecie. Ludzie z założenia starają się minimalizować straty, a ryzyko do nich niemal zawsze prowadzi (w jakimś wymiarze).
Spójrz: konstrukcja niemal każdego podmiotu opartego o KSH ma na celu rozłożenie ciężaru decydowania oraz ograniczanie ryzyka.

A testować można dowolnie i wesoło. Mogę opowiedzieć przy okazji kilka ciekawych historii z rozmów, jak i jeszcze ciekawiej, opowiedzieć o reakcjach.

_________________
To jest laickie forum, wolne od religijnych miazmatów :-)


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Nieprzeczytany post: 26 cze 2011, o 21:19 
Offline
Użytkownik

Rejestracja: 26 cze 2011, o 20:51
Posty: 11
YoNasHek pisze:
Smith pisze:

A testować można dowolnie i wesoło. Mogę opowiedzieć przy okazji kilka ciekawych historii z rozmów, jak i jeszcze ciekawiej, opowiedzieć o reakcjach.


Chętnie poczytam :)


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 9 ] 

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
cron
Powered by phpBB® Forum Software © phpBB Group