PWGay

Politechnika Warszawska w kolorach tęczy
Dzisiaj jest 18 sie 2019, o 19:29

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]




Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 17 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna
Autor Wiadomość
Nieprzeczytany post: 2 lut 2005, o 01:53 
Offline
Mistrz-Magik ;)
Awatar użytkownika

Rejestracja: 26 maja 2004, o 19:32
Posty: 288
Lokalizacja: Warszawa da się lubić...
Jak dostałem kategorię zdrowia D (1)
krótka powiastka, napisana właśnie teraz
autor: Alek

Na komisji lekarskiej przyznałem się do takiej a nie innej orientacji seksualnej i dostałem na tej podstawie kategorię D. W papierach jednak próżno szukać "homoseksualizm".

Zacznę od tego, że nie odgrywałem żadnego teatru. Po prostu nie wyobrażałem sobie bycia w wojsku. Byłem przekonany, że gdybym tam się znalazł to nic dobrego by z tego nie wynikło. Gdy otrzymałem wezwanie na WKU pojechałem tam niezwłocznie, bez ociągania się. Urzędniczka i oficer snuli fantastyczne wizje mojej przyszłej służby. W pewnym momencie przerwałem to opowiadanie i oświadczyłem, że w mojej sytuacji służba wojskowa jest dla mnie gorsza niż śmierć (faktycznie tak myślałem). Padło oczywiście pytanie "dlaczego?". Odpowiedziałem, że jestem osobą o innej orientacji seksualnej. Po krótkiej konsternacji pani urzedniczka powiedziała, że będę skierowany do Terenowej Wojskowej Komisji Lekarskiej i zapytała kiedy mogę jechać. Odpowiedziałem, że jest to obojętne; otrzymałem przeto skierowanie nazajutrz na rano.

Świeciło słabe, zimowe słońce. Pracownik PKP przechadzał się dostojnie po krawędzi peronu. W gębie trzymał tlący się beznadziejnie papieros marki "fajrant". W lewej ręce dzierżył metalową szufelkę, jaką dozorcy używają do sprzątania liści, prawą zaś leniwie posypywał peron mieszaniną soli i chlorku wapniowego. Przeszedł raz i drugi, po czym znikł między wagonami towarowymi.
W chwilę potem na stację Warszawa Wschodnia wtoczyła się stara elektryczna lokomotywa, pamiętająca jeszcze czasy świetności tow. Gierka. Ciągnęła za sobą kilka wagonów podmiejskich, niezbyt zatłoczonych. Zegar dworcowy pokazał dwanaście po siódmej, gdy podróżni zaczęli tłoczyć się do drzwi. Cierpliwie poczekałem aż wszystkie te baby i chłopy wgramolą się ze swoimi torbami i dopiero wtedy wszedłem do wagonu. Pociag miał odjechać piętnaście po, jednak spóźnił się nieco. Być może z powodu pogaduszek konduktora i maszynisty o mającym niedługo nastąpić strajku a być może z innych, nawet PKP nie znanych powodów.

Podróż minęła spokojnie, choć niezbyt przyjemnie. Jakiś facet o dobrodusznej twarzy świętego Mikołaja kopcił jeden za drugim papierochy, więc nie mogło być przyjemnie. Jakieś dwie baby narzekały na Leszka Millera i złorzeczyły na całe zło świata.
Aby podóż minęła pożytecznie postanowiłem przeczytać kawałek rozdziału dość ciekawej książki. Czytanie jakoś jednak mi nie szło; myśli zbyt nachalnie skupiały się wokół czekającej mnie komisji lekarskiej.

Fakt, przygotowałem się nieco na to zdarzenie. Wziąłem wszystkie dokumenty oraz parę zadrukowanych kartek papieru.
Na kartkach tych znajdowały się moje wynurzenia na temat orientacji seksualnej, względnie sprawy dotyczące innych kwestii, mogące jednak pomóc lekarzowi połapanie się w tym wszystkim.

Była za pietnaście ósma, gdy pociąg z piskiem kół zatrzymał się na stacji Legionowo.
Rzut oka na mapę i wiedziałem już, że nie ma szansy, abym idąc na własnych nogach o ósmej znalazł się w TWKL na Zegrzyńskiej. Skorzystałem więc z usług stojącego obok taksówkarza i po około trzech minutach stałem u bram instytucji docelowej.

Budynek był zdaje się dwupiętrowy. Nie wiedząc gdzie jest wejście błądziłem krótką chwilę-okazało się, że komisja mieści się z tyłu budynku, zaś większość jego pomieszczeń zajmuje przychodnia wojskowa.

W korytarzu-poczekalni oczekiwało sporo chłopaków-około trzydziestu.
Większość z nich w cywilu; kilku tylko było ubranych po wojskowemu. Początkowo wszyscy siedzieli dokładnie jak w piosence Budki Suflera- "obojętni wobec siebie jak turyści".
Jedni mieli twarze nieco wylęknione, inni kompletnie obojętne, inni znów przeglądali swoje książeczki wojskowe, jakby kryła się tam tajemnica poznania świata.
W przeciągu kilkunastu minut u wszystkich oczekujących, włącznie ze mną prysły nadzieje na szybkie załatwienie sprawy.
Lekarz, który miał przyjmować interesantów co chwilę wychodził z gabinetu i w białym fartuchu kursował z plikami kartek do pokoju po drugiej stronie korytarza, z którego dobiegał niezbyt miarowy stukot. Z przepraszającą miną zerkał niekiedy na nas, aby po chwili zniknąć w czeluściach "stukajacego pokoju".
Przez uchylone drzwi owego pokoju można było dojrzeć niezbyt młodą kobietę siedzącą za biurkiem- typową sekretarkę wystukującą na maszynie do pisania pojedyncze litery, które niejednego miały zapędzić do woja.

Około wpół do dziewiątej lekarz zaczął przyjmować. Każdy interesant znikał na parę minut w gabinecie, aby po kilku minutach wyjść z płachtą skierowań do badań specjalistycznych.
Tak uszczęśliwiony interesant gnał z tymi skierowaniami do drugiego wejścia do budynku i zaczynał maraton badań, o czym będzie jeszcze mowa.

Raz na czas do gabinetu był proszony któryś z tych chłopaków odzianych w wojskowe ciuchy. Szczerze powiedziawszy niektóre mundury się błyszczały i nie był to żaden objaw czystości, lecz koszmarnego, tłustego brudu. Brud ten dawał niekiedy o sobie dawać znać w postaci dość przykrej woni.
Ci niezbyt wzorowi wojacy zajmowali lekarzowi nieco więcej czasu.

Oczekiwanie dłużyło się niemal w nieskończoność. Aby więc zabić czas, oczekujacy zaczęli do siebie zagadywać. Pytania były w zasadzie standardowe-skąd jesteś, jaką masz kategorię.
W pamięć zapadło mi trzech chłopaków po cywilnemu. Mieli sine, wręcz ciemonośliwkowe paznokcie, widoczny efekt silnego uderzenia w palce. Podczas rozmowy przyznali się, że są z jednostki w Przasnyszu i zostali tu przysłani. Nie ukrywali, że oczekują otrzymania urlopu zdrowotnego. "Niech by dali nam choć po 3 dni urlopu to byśmy pojechali do domu na święta"- tłumaczyli. Zapytani przeze mnie o okoliczności, w których nabawili się sinych palców mętnie tłumaczyli coś o rzekomym wypadku samochodowym w jednostce.
Chwilami przerywaliśmy naszą pogawędkę, by dowiedzieć się od kolejnego wychodzącego z gabinetu na jakie badania został skierowany. Po usłyszeniu "rentgen", "EKG" itd. wracaliśmy znów do przerwanej rozmowy. Chłopcy sprawiali wrażenie dość inteligentych, lecz zupełnie niewykształconych. Moje podejrzenia te sprawdziły się- wyznali, że nie skończyli nic, oprócz podstawówki.
Czas miło schodził na ich opowiadaniach o służbie. Jednocześnie pustoszał też korytarz i w końcu nadeszła moja kolej.

Wszedłem do gabinetu. Jego wyglądu nie zapamietałem, wiem jedynie, że było tam biurko i ze dwa krzesła lub coś a'la fotele. Moją uwagę zwróciło to, że nie było tam wagi, jaką zwykłem oglądać w gabinetach.
Przywitałem się z lekarzem, który w istocie był internistą (co wyczytałem z pieczątki leżącej na biurku) i wręczyłem mu przyniesione dokumenty. Nie było to nic nadzwyczajnego: skierowanie na komisję z WKU, dawne orzeczenie komisji lekarskiej (o przyznaniu mi kategorii A), recepta na okulary i może coś jeszcze. Reszty papierów, będących moimi notatkami postanowiłem na razie nie pokazywać.
Lekarz zapytał o masę ciała. Odrzekłem zgodnie ze stanem faktycznym, że ważę coś koło 60kG. Lekarz spojrzał jakby z niedowierzaniem i stwierdził, że kręcę- nie ważę więcej jak 55kG. Kątem oka zerknąłem, że na obiegowej karcie badań wpisał 50kG. Następnie zapytał o wzrost - podałem 1 metr i 76 centymetrów, co lekarz skrzętnie acz niedbałym, lekarskim charakterem pisma odnotował w karcie.

Potem zerknął na poprzednią decyzję i zapytał: "No dobrze, ale co Panu dolega?"
Odpowiedziałem, że w zasadzie to nic mi nie dolega, w każdym razie to co mi dolega nie jest klasyfikowane jako choroba.

Na te słowa lekarz rzucił mi badawcze spojrzenie i zapytał co mam na myśli.
Byłem lekko podenerwowany, ale po krótkiej chwili wahania powiedziałem mu, że lubię chłopców. Dodałem także, że boję się iść do wojska. Jako, że jestem osobą gadatliwą pokrótce podzieliłem się moimi obawami. Powiedziałem więc, że nie wiem czy dałbym radę utrzymać moje skłonności w tajemnicy i o obawie przed przykrosciami, jakie mogłyby mnie tam spotkać.

Lekarz podumał chwilkę i odrzekł: "no tak, to może w wojsku przeszkadzać". Po tych słowach nakazał mi rozebrać się do pasa i osłuchał mnie. Następnie uzupełnił kartę badań o skierowanie do ortopedy, okulisty, psychiatry i EKG. Zdziwiłem się, że zalecił to badanie i zapytałem dlaczego wypisał własnie EKG.
Odrzekł, że serce bije mi dość szybko i dlatego daje mi takie skierowanie. Potem objaśnił mi, gdzie należy się udać, aby szybko i sprawnie wykonać stosowne badania. Dodał, że po wszystkim należy tu wrócić. Podziękowałem grzecznie i udałem się na wędrówkę po przychodni.

Wprzódy udałem się na EKG. Obawiając się nieco rozmowy z psychiatrą postanowiłem ją nieco odwlec.

Przede mną oczekiwały trzy osoby, lecz badanie trwało krótko. W gabinecie do EKG stała kozetka, biurko i typowy aparat do EKG, dość nowy z wyprowadzeniem na sześć elektrod. Aparaturę obsługiwała gruba pielęgniarka -tleniona blondynka.
Proszę rozebrać się do pasa-rzekła.
Proszę tu nie kłaść rzeczy (kładę na ziemi)-proszę położyć na tamtym krześle-sucho strofowała, wskazując dość odległe krzesło na ciuchy.

Następnie poproszony, położyłem się na kozetce. Pielęgniarka potrała watką z roztworem soli -elektrolitu określone miejsca na moich piersiach i zostałem podłączony elektrodami -przyssawkami.
Muszę przyznać, że znam zasadę działania EKG możnaby rzec od podszewki, od strony bebechów. Wiecie-wzmacniacze operacyjne, wejściowy stopień o dużej rezystancji wejściowej, filtr eliminujący przydźwięk sieci i sto innych takich tam detali.
Badanie EKG przechodziłem kilka razy w życiu, lecz za każdym razem czuję pewien niepokój - czuję się nieswojo mając podpięte przewody.
Kilkanaście sekund pracy aparatu i szum drukarki elektrokardiogramu.
Asystująca lekarka przybiła pieczątkę na świstku z wykresem.
Każe podpisać w kajecie, że badanie zostało wykonane. Ubrałem się i pożegnałem się z personelem medycznym.

Chciałem udać się do okulisty, jednak tłok do nie był spory więc chwilowo zrezygnowałem. Postanowiłem więc udać się do ortopedy. Błąkałem się w tę i z powrotem, szukajac gabinetu. Wreszcie odnalazłem go, lecz było zamknięte. Nie było rady-trzeba było iść do psychiatry...

*********

Gabinet psychiatry znajdował się na pierwszym piętrze, wchodziło się do niego z klatki schodowej. Przede mną oczekiwał jakiś trzydziestokilkuletni facet, wojskowy o nieznanym mi stopniu. Zapytany, czy lekarz przyjmuje odburknął coś niegrzecznie, nie udzielajac odpowiedzi. Postanowiłem jednak już nie kręcić się i cierpliwie czekać na swoją kolej. W głowie układałem sobie możliwy przebieg rozmowy z psychiatrą. Sądziłem, że może mnie pytać o jakieś szczegóły z mojego erotycznego życia. Tego życzyłbym sobie najmniej więc przeszły mnie lekkie ciarki po plecach. W głowie kołatała się natrętna myśl, że może mnie czekać upokarzające badanie, które można ująć w jedno polecenie: "proszę pochylić się i rozchylić pośladki". Zacisnąłem jednak zęby i pomyślałem, że warto byłoby nawet znieść to upokorzenie aby tylko pożegnać się z wojskiem in secula seculorum.
Trudno mi było ukryć zdenerowanie i mimo woli zaczęły mi drżeć ręce a czoło pokryły kropelki potu.

Prawie nie zauważyłem, jak na klatce pojawił się facet, na oko około czterdziestki.Wieku jednak nie mogę być pewien. Był łysy na środku głowy, jednak skronie miał pokryte dość gęstymi włosami.
Nigdy nie umiałem dobrze ocenić wieku łysiejących mężczyzn. W żadnej mierze nie podobał mi się, było w nim coś nieprzyjemnego. Nie chodzi tu, że był nieprzyjemny, bo był łysy.
To uczucie było raczej ukryte w podświadomości. Mozliwe także, że to uczucie było spowodowane odbiorem jakichś nieprzyjemnych bodźców podprogowych.

Facet wpuścił czekającego przede mną pacjenta. Z wielkim hukiem pacjent trzasnął drzwiami tak, że aż podskoczyłem na krześle. Zostałem na korytarzu sam, co pozwoliło mi znów snuć wyobrażenia o rozmowie z psychiatrą. Denerwowałem się tym coraz bardziej. Myślałem o tym co będzie, jeśli mi nie uwierzy.
Wyobraźnie jest niekiedy przekleństwem człowieka. Wszystko fajnie, jeśli snuje się jasne wizje -wtedy głowa pęka od wesołych myśli.
Gorzej, jeśli fantazja staje się czarnowidztwem. Tak właśnie było wtedy ze mną. Wyobraźnia namalowała mi taki oto obraz:

******

Koszary w podwarszawskim Rembertowie. To właśnie tu chciał umieścić mnie oficer z podczas mojej pierwszej wizyty na WKU, jeszcze w roku 2000. Pierwej zapytał, czy znam obsługę komputera. Odpowiedziałem, że tak. Potem zapytał, czy mam prawo jazdy. Nie mam-odrzekłem zgodnie z prawdą. Okej-ucieszył się i usiadł na biurku. Będzie Pan w łączności lub będzie Pan pisarzem. Znałem tą zaszczytną posadę jeszcze jako mały dzieciak, z czasów gdy ojciec pracował w wojsku. Pamiętam tych żołnierzy służby zasadniczej, siedzących na PKT lub w baraku ze świecącym napisem "oficer dyżurny". Ci dobrotliwi wojacy (a może lepiej powiedzieć dobrotliwe pierdoły w okularach) wypisujacy rozkazy wyjazdu nyski na miasto robili na mnie prawie zawsze symaptyczne wrażenie. Po latach zrozumiałem dlaczego- ja również jestem takim dobrotliwym pierdołą w okularach.

I oto stało się-służę w Rembertowie. No i wydało się kim jestem.
Wyszło całkiem przypadkiem-sam się wygadałem po jednym z tych wielu głębszych, jakie pije się z kumplami w woju. Do tego, bym z rozbrajającą naiwną szczerością powiedział niemal wszystko nie potrzeba wiele. Wystarczą trzy iteracje, n=3 głębsze i tracę zdolność trzymania języka za zębami. Tak też było tym razem.

Wieść rozeszła się szerokim echem a moje życie stało się nie do pozazdroszczenia. Wieczne złośliwości, kradzione godziny snu i poniżanie...

Nagle te czarne wizje prysły niczym mydlana bańka. Moja kolej na wizytę u psychiatry; wchodzę na miękkich nogach.
Gabinet większy niż odwiedzone uprzednio. Wnętrze surowe, jedna szafka z jakimiś specyfikami, biurko, kozetka, dwa tapicerowane krzesła.
Zaskoczyła mnie nieco umywalka.
Zażartowałem sobie nawet w myślach, że lekarz będzie umywał ręce od mojej sprawy. Nie było mi dane powiedzieć nawet "dzień dobry". Nie odrywając wzroku od jakiejś kartki formularza lekarz rzekł tylko "proszę usiąść". Przez kilkadziesiąt sekund był zajęty tylko tym cholernym formularzem, na którym zanotował moje imię, nazwisko i inne dane osobowe. Miałem tedy czas, by przyjrzeć się temu, co doktór notuje oraz jak wygląda.

Teraz mogłem z bliższej odległości ocenić jego walory.
Rzut oka i przez myśl przyszło mi, że obcy jednak są wśród nas. Z bliska wyglądał naprawdę jak ufoludek. Może nie aż tak straszny ze skośnymi oczami, ale coś w tym rodzaju.
W tym przekonaniu utwierdziłem się, gdy wreszcie zdecydował sie rzucić mi spojrzenie. Miał duże, nieprzeniknione brązowe oczy. Chcąc je jakoś określić znalazłem tylko jedno określenie: były to oczy wołowe, patrzące a jakby niewidzące.
-Papierosy? -rzucił psychiatra
-słucham?-nie zajarzyłem w pierwszym momencie.
-no, czy pali Pan papierosy.
-nie palę.
-alkohol?
-piję
-rzadko czy często?
-średnio
-średnio...już piszę...narkotyki?
-nie biorę
-orientacja seksualna?
-homoseksualna
-ma Pan dużo przyjaciół?
-takich prawdziwych mam mało.

(Dopiero po wyjściu z gabinetu zacząłem się zastanawiać, czy pytając mnie o przyjaciół nie miał na myśli czegoś innego).

Zapadła grobowa cisza. Taka świdrujaca we łbie, że zwariować można. On pisze coś w tych swoich papierach, jakby w ogóle mnie tu nie było.
Mijają ciężkie sekundy. Wreszcie nie wytrzymuję i zaczynam rozmowę:
-wie Pan, zastanawiałem się nieraz nad tym czy jestem chory.
Sądzę, że nie-przecież homoseksualizm skreślono z listy chorób.
Brak reakcji. Lekarz dalej wypełnia swoje formularze.
Nie wiem co zrobić, jak się zachować. Ale coś już we mnie pękło, wiec kontynuuję mu swoją opowieść. Chcę tylko jednego-żeby ten gość się odezwał choćby słowem, okazał jakieś emocje. Mówię więc:

-a Pan jak myśli, czy to się powinno leczyć?
Zadziałało. Facet podniósł wzrok, przestał pisać i rzekł:
-Według dzisiejszego stanu medycyny tego się nie leczy, jest to zupełnie normalne. Wypowiadając to ostatnie słowo zrobił jakąś taką dziwną minę-zeza połaczonego z wykrzywieniem ust w dziwnym grymasie. Nie wiedziałem więc czy mówi serio, czy udaje.
Mimo to powiedziałem:
-moim największym problemem jest chyba religia. To jest coś, z czym nie mogę się pogodzić, jest to niewykonalne. Kościół twierdzi, że grzeszę, ja tego jednak nie żałuję. Tak więc nie spełniam wymogu sakramentu i chcąc nie chcąc stoję na uboczu wspólnoty religinej, choćbym co niedzielę chodził na nabożeństwo.
Brak reakcji.
Kontynuujęc: Wie Pan, nie wyobrażam sobie bycia w wojsku. Co by było, gdyby się wszyscy o mnie dowiedzieli?
Cisza. Wołowe spojrzenie jego oczu.
Moje emocje jednak są tak silne, że postanawiam mu pokazać kilka kartek, które przywiozłem ze sobą. Wyciagnąłem je z teczki i położyłem na stół.
-Tu jest parę kartek, gdzie opisałem to, co teraz Panu próbuję powiedzieć. Może to Panu coś wyjaśni. Było tam dość długie opowiadanie oraz coś w rodzaju moich "złotych myśli". Psychiatra wziął do ręki pierwszą z kartek. Prawdopodobnie przeczytał:

Całkując kawałki drogi swego życia po czasie nie otrzymywał żadnego sensownego wyniku.
To tak, jakby szukać pierwiastków rzeczywistych równania kwadratowego o ujemnej delcie.
Zdążyć przed samym sobą. Okruchy własnej osobowości.
Wadliwe sektory wewnętrznego życia zajmowały bajt po bajcie jego prywatny dysk twardy. Dysk błędów bytu.
Macierz kłamstwa o nieokreślonym wymiarze nie mogła mieć swojego wyznacznika.

Po parunastu sekundach odłożył kartkę, dołączył ją do pliku pozostałych i oddał mi ze słowami:

-Rzeczywiście wymaga Pan leczenia farmakologicznego.

Znieruchomiałem.
-co Pan ma na myśli?
-obecnie są bardzo dobre leki, które spowodują, że z troszczkę większym optymizmem spojrzy Pan na siebie i ludzi.
-zamierza mi Pan wypisać leki psychotropowe!?
-ja jestem tylko lekarzem orzekającym w TWKL. A teraz już Panu dziękuję. Do widzenia-pożegnał mnie chłodno.

Zatrzasnąwszy drzwi gabinetu psychiatry podjąłem próbę rozszyfrowania tego, co ten facet napisał na obiegówce. Niewiele mogłem z tego odczytać, poza dwoma słowami na końcu rubryki:
nerwica depresyjna.
Nie wiedziałem co o tym sądzić. Przecież nie jestem wariatem. A może sam lekarz potrzebuje bardziej leczenia ode mnie?

Znałem wszak rodzinną opowieść o pewnej pani doktór psychiatrii.
Otóż koleżanka mojej ciotki przeżyła niedyś załamanie nerowe i wylądowała w szpitalu dla psychicznie chorych. Gdy kładli ją na sali zerknęła na sąsiednie łóżko, na którym leżała starsza pacjentka, po czym kordialnie się z nią przywitała: " dzień dobry Pani doktór!"
Okazało się, że owa pani doktór leczyła ją nieco wcześniej.
Możliwe więc, że zawód lekarza psychiatry jest nie mniej niebezpieczny niż zawód rentgenologa.

W tym miejscu nie mogę sobie odmówić jeszcze jednej małej dygresji:

Po drugiej stronie ulicy mieszka na pierwszym piętrze mój sąsiad-psychiatra. Nie znam go zbyt dobrze, z reguły kłaniamy się tylko sobie na ulicy. Pewnego dnia, jakieś trzy lata temu mijaliśmy się znów na ulicy, wymieniliśmy pozdrowienia po czym ni z gruszki ni z pietruszki rzucił:
-Wiesz. gdy byłeś małym chłopcem i bawiłeś się na ulicy z kolegami...O, właśnie-pamiętasz Piotrka co tu na dole mieszkał a potem wyprowadził się na Błota?
-tak, pamiętam.
-o czym to ja mówiłem? Aaa-otóż jak się z nim bawiłeś to myśmy z żoną zawsze podsłuchiwali o czym wy rozmawiacie...

Zamurowało mnie. Dopiero w tym momencie uświadomiłem sobie, że uliczka domków jednopiętrowych jest taką małą wsią, gdzie wszyscy wszystich znają i któż to wie co o sobie wiedzą.

Pożegnałem się pospiesznie i oddaliłem. Długo jeszcze potem myślałem o tej mojej krótkiej rozmowie z sąsiadem. Od tamtej pory stałem się jakby bardziej wyczulony, został mi też jakiś niesmak.
Gdy małżonka doktora pojawia się na balkonie patrzę niekiedy, czy nie "kuka" mi w okno.

Te dwie dykteryjki najlepiej chyba usprawiedliwiają moją optykę patrzenia na psychiatrów. Nic więc dziwnego, że nie wiedziałem co myśleć o tym z TWKL.

Snując się korytarzem dobrnąłem do siedziby okulisty.

Do okulisty- o zgrozo-stała kolejka starych babć i nic nie zapowiadało, by udało się tu coś zyskac na czasie. Wkrótce jednak
okazało się, że się myliłem. Młody lekarz okulista, dość przystojny facet w okularach około trzydziestki wystawił głowę z gabinetu i zapytał, czy czeka ktoś z TWKL-u. Tylko ja spośród tego szacownego grona byłem z tej bajki. Lekarz z uśmiechem przeprosił oczekujące staruszki i poprosił mnie do środka. Był sympatycznie usposobiony i podobał mi się, był po prostu przystojny.

W gabinecie znajdowała się jeszcze pielęgniarka, również dosć młoda i całkiem niebrzydka. Doktór i pielęgniarka mogliby stanowić dobrze dobraną parę-pomyślałem.

Badanie wzroku zaskoczyło mnie nowoczesnością. Odbyło się komputerowo, zapwene w celu usunięcia mataczenia przez kandydatów do służby.
Zapytany o zdolność skupiajacą szkieł (dioptrie) odrzekłem, że nie znam jej. Byłem ciekaw jak poradzą sobie z tym. Okazało się, że bardzo prosto- mieli nowiutki aparacik do wyznaczania ogniskowej soczewek okularów. Okulista nabazgrał swoimi hieroglifami równość matematyczną opisującą moją zdolność widzenia, coś w rodzaju Vod/_0,1z-3,5 Dsph=0,5 Vos/_0,1z-3,0 Dsph=0,5, cokolwiek miało to oznaczać i na tym badanie zakończyło się.

Został już tylko ortopeda. Nadal było u niego zamknięte, zacząłem więc wypytywać, czy dziś jeszcze będzie przyjmować.
Jakaś pielęgniarka zdziwiła się, że szukam tutaj o tej porze ortopedy.
-Jest w tej chwili w gabinecie w TWKL. Tam proszę szukać.

Powróciłem więc z powrotem tam, gdzie kazał powrócić pierwszy lekarz- internista.
W korytarzu znów spory tłumek chłopaków, lecz jakichś odmienionych, naburmuszonych i wkurzonych na maksa.
Jeden z nich właśnie wchodził do gabinetu.
Zapytałem, czy czekają do ortopedy. Nikt nie zdążył nawet odpowiedzieć gdy wtem drzwi gabinetu ortopedy otworzyły się i wyleciał z nich jak z procy przed chwilą przezeń przechodzący chłopak.
Z głebi gabinetu dał się słyszeć wrzeszczący, ostry głos lekarza:
-Póżniej do diabła! Jestem zajęty, mam tony decyzji do wydania!
Drzwi trzasnęły a niedoszły interesat odwrócił się w ich kierunku i z wściekłością rzucił parę epitetów pokazując przy tym wiadomy gest środkowym palcem prawej ręki.
-Teraz już wiesz, że nie przyjmuje-roześmiali się czekający chłopcy.
Usiadłem więc i cierpliwie czekałem. Spojrzałem na zegarek. Było już grubo po jedenastej.
Po kilku minutach szczęścia chciał spróbować jeden z chłopaków i zapukał do ortopedy. Reakcja lekarza była identyczna jak poprzednio.
Postanowiłem cierpliwie czekać, bo tylko to pozostało. Najlepiej w takiej sytuacji wyłączyć się, zająć sie czymś jakby nie było reszty świata.
Wyciągnąłem więc zabraną ze sobą książkę i zacząłem czytać. Po chwili poczułem na sobie wiele spojrzeń. Zrozumiałem w mig- pozostali oczekujący nie mieli czym się zająć. Na szczęście w teczce miałem cztery zakupione rano gazety. Rzadko kupuję gazety. Z reguły zadowalam się przeczytanym w locie bezpłatnym "metropolem" czy "metrem". Czasem jednak nachodzi mnie gazetowy szał. Kupuję wtedy jednocześnie "nasz dziennik" , "wyborczą" zwaną przez niektórych gazetą koszerną,
"rzeczpospolitą" oraz "trybunę". Nie zdążyłem ich jednak przeczytać w czasie jazdy pociągiem.
Wyciągnąłem je i podałem współtowarzyszom niedoli ze słowami: wiem, że się nudzicie jak ja. Jeśli macie ochotę to poczytajcie sobie. To dobrze robi na zabicie czasu. Poskutkowało-podziękowali, po czym rozdzielili między siebie stronnice gazet.

Nie minęło wiele czasu, gdy korytarzem przechodził internista. Podszedł do mnie i jakby zatroskanym głosem zapytał mnie:
-czy załatwił Pan już wszystkie badania?
-nie, panie doktorze. Czekam jeszcze na badanie ortopedyczne.
Na razie doktór ortopeda jest jednak zajęty i nie przyjmuje.
-proszę chwilę zaczekać.

Internista znikł w gabinecie swego kolegi, by po chwili zaprosić mnie do środka.

Ortopeda był starszym jegomościem, być może pod sześćdziesiątkę. Miał króko strzyżone wąsy.
Poprosił, bym rozebrał się do bokserek. Prośbę wypowiedział łagodnie, nie mogłem uwierzyć, że to ten sam człowiek, który parę minut wcześniej tak bardzo był zdenerwowany.
Kazał przejść parę kroków i zrobić kilka skłonów.
Na głos powiedział: rzeczywiście, zgodnie z kartą ma Pan skrzywienie esowe kręgosłupa i płaskostopie. Dziękuję, proszę się ubrać.
Ubierałem się, gdy towarzyszący przy badaniu dobroduszny internista zwrócił się do mnie ze słowami:
- Proszę spokojnie jechać do domu. Za miesiąc przyślemy poleconym decyzję.
-Na adres domowy? Tak, jeden egzemplarz dla Pana, drugi na WKU. Gdy decyzja przyjdzie proszę udać się na WKU.

Podziękowałem i pożegnałem się. Po wyjściu z gabinetu nagabnęli mnie pozostali oczekujący, chcąc zwrócić gazety. Stwierdziłem jednak, że będą im bardziej potrzebne niż mnie. Któż bowiem wie ile czasu przyjdzie im jeszcze czekać.

Założylem czapkę i poszedłem w stronę dworca kolejowego.
Byłem znacznie spokojniejszy niż rano. Zastanawiałem się, co tak naprawdę pomyśleli lekarze z TWKL. Nie odgrywałem na ich użytek szopki, no może poza okulistą, któremu nie powiedziałem jakie szkła noszę.
Jaką podjęli decyzję w mojej sprawie?


********

Miesiąc później odebrałem polecony, tak jak mówił lekarz. Z drżącymi rękami rozrywałem kopertę.
Rozchyliłem kartkę złożoną na czworo i przeczytałem:

Terenowa wojskowa komisja lekarska w składzie:....na podstawie art 29..... postanowiła uznać Pana Dekatrona za niezdolenego w czasie pokoju do służby wojskowej, kategoria zdrowia D.
Uzasadnienie:
rozpoznanie:
krókowzroczność obu oczu
s-owate skrzywienie kegosłupa lędźwiowo-piersiowego
-płaskostopie
-nerwica depresyjna

W kilka dni później wybrałem się do Wojskowej komendy uzupłenień. Tam bardzo smutna pani wbiła mi do książeczki wojskowej przeniesienie do rezerwy w stopniu szeregowego i wpis o kategorii zdrowia D.

*********

I to by było na tyle. Pozostaje jeszcze określić, o czym właściwie jest ta powiastka. Czy jest to historia o tym jak kombinować, by wykręcić się od wojska? Nie. Nie było tu żadnej zakamuflowanej gry.Powiedziałem tym lekarzom prawdę, niczego nie symulowałem. A może jest to historia o tym, że w wojsku polskim nie lubią homoseksualistów i starają się ich nie przyjmować do wojska?
Nie sądzę.
A czy w ogóle jest to autentyczna historia? Tak, jest to autentyczny opis tego, co mi się przydarzyło i właśnie tym jest ta opowieść.


Ostatnio zmieniony 29 gru 2008, o 23:55 przez 7z9, łącznie zmieniany 2 razy
Wstawienie treści artykułu


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Nieprzeczytany post: 4 lut 2005, o 00:03 
i co? i co dalej?


Na górę
  
 
 Tytuł:
Nieprzeczytany post: 4 lut 2005, o 02:20 
Offline
Mistrz-Magik ;)
Awatar użytkownika

Rejestracja: 26 maja 2004, o 19:32
Posty: 288
Lokalizacja: Warszawa da się lubić...
Dodałem maleńki fragmencik. Dalszy ciąg nastąpi, o ile ktoś to w ogóle chce czytać.

_________________
...a do tego wszystkiego słychać łeb żony sąsiada tłuczony przez niego równo w ściany sąsiadujące... dzielnicowy ma to w du..e trwa to miesiące...


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Nieprzeczytany post: 4 lut 2005, o 19:07 
Offline
Mistrz
Awatar użytkownika

Rejestracja: 16 lut 2004, o 22:29
Posty: 118
Lokalizacja: Żebym to ja wiedział...
Alek pisze:
o ile ktoś to w ogóle chce czytać.

No np. ja chcę


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Nieprzeczytany post: 6 lut 2005, o 01:21 
Offline
Użytkownik

Rejestracja: 18 sty 2005, o 23:42
Posty: 35
Lokalizacja: Fizyka PW
Czekam na dalszy ciąg.

Ja mam "D" za astmę...


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Nieprzeczytany post: 6 lut 2005, o 01:24 
Offline
Mistrz-Magik ;)
Awatar użytkownika

Rejestracja: 26 maja 2004, o 19:32
Posty: 288
Lokalizacja: Warszawa da się lubić...
dodałem znów kawałeczek.

_________________
...a do tego wszystkiego słychać łeb żony sąsiada tłuczony przez niego równo w ściany sąsiadujące... dzielnicowy ma to w du..e trwa to miesiące...


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Nieprzeczytany post: 6 lut 2005, o 02:15 
Offline
Chłopiec
Awatar użytkownika

Rejestracja: 19 mar 2004, o 00:56
Posty: 4986
Lokalizacja: Elka
Niezle, niezle :).

Tzn - widze Ciebie w tym opowiadaniu! I nawet widze co widzial lekarz - choc musial trafic na jeden z Twoich stanow bycia - ten ktory wydaje się nadawać do leczenia :)

_________________
Chłopiec pełen magii

count your blessings now
'fore they're long gone


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Nieprzeczytany post: 18 kwie 2005, o 15:26 
Niezłe...
Ja mam "A", ale do zasadniczej służby wojskowej nie wyobrażam sobie trafić...


Na górę
  
 
 Tytuł:
Nieprzeczytany post: 20 kwie 2005, o 21:36 
Offline
Mistrz-Magik ;)
Awatar użytkownika

Rejestracja: 26 maja 2004, o 19:32
Posty: 288
Lokalizacja: Warszawa da się lubić...
Jak widzę jesteś z AON więc zasadnicza cię ominie (chyba) :?:

_________________
...a do tego wszystkiego słychać łeb żony sąsiada tłuczony przez niego równo w ściany sąsiadujące... dzielnicowy ma to w du..e trwa to miesiące...


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Nieprzeczytany post: 22 mar 2006, o 18:45 
Bardzo fajny text :) Gratulacje dla autora za tak kapiotalny opis rzeczywistości! Pozdrawiam


Na górę
  
 
 Tytuł:
Nieprzeczytany post: 13 kwie 2006, o 00:49 
Nigdy nie jest za późno:)


Na górę
  
 
 Tytuł:
Nieprzeczytany post: 19 mar 2008, o 02:05 
Offline
Newbie

Rejestracja: 18 mar 2008, o 22:03
Posty: 2
Opowiadanko jest genialne. Banalna treść a czyta się jak powieść sensacyjną. Link do niego znalazłam na innym forum i zarejestrowałam się tutaj, tylko po to żeby dodać komentarz.

Naprawdę masz talent. Napisz coś jeszcze. A jak już gdzieś coś napisałeś to koniecznie podaj linki do swoich publikacji. :D


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Nieprzeczytany post: 21 mar 2008, o 20:44 
Offline
Emanacja Pi i Sigmy
Awatar użytkownika

Rejestracja: 28 lis 2003, o 14:54
Posty: 2058
a na jakim forum znalazlas link?

_________________
niestety Trekker ma dysklawiaturozę
[edit] oraz jest leniwy, mimo że ma Firefoxa


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Nieprzeczytany post: 22 mar 2008, o 02:13 
Offline
Emanacja Pi i Sigmy
Awatar użytkownika

Rejestracja: 7 kwie 2005, o 23:28
Posty: 1743
Lokalizacja: Jedyna słuszna strona Wisły
trekker pisze:
a na jakim forum znalazlas link?


Na RedWatch ;)

_________________
We have to make books cool again. If you go home with somebody and they don't have books - don't fuck them.


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 Tytuł:
Nieprzeczytany post: 25 mar 2008, o 22:34 
Offline
Newbie

Rejestracja: 18 mar 2008, o 22:03
Posty: 2
Link do was znalazłam na:
http://forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=210&w=77167506
ktoś napisał, że znalazł fajne opowiadanko i podał link, to wszystko :D

ps. Nie jest to strona RedWatch :lol:


Na górę
 Wyświetl profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 17 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna

Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
cron
Powered by phpBB® Forum Software © phpBB Group