PWGay
http://pwgay.vipserv.org/

Bullshit jobs
http://pwgay.vipserv.org/viewtopic.php?f=16&t=3801
Strona 1 z 1

Autor:  Chlopiec [ 24 wrz 2013, o 00:35 ]
Tytuł:  Bullshit jobs

Bardzo fajny artykuł, w którym autor stara się wyjaśnić, jak to się stało, że pracujemy chyba średnio ponad 40 godzin tygodniowo, zamiast jedynie 15... W końcu na początku 20. wieku pracowało się tez ze 40 godzin, a nastąpił ogromny postęp technologiczny i wszystko da się wyprodukować lepiej i szybciej. Ok - nasze potrzeby faktycznie wzrosły i chcemy nie tylko mieć dach nad głową, jedzenie i książki do czytania oraz jakiś TV i samochód, ale też internet, komputery, sporty, itp. Ale to nadal zbyt mało. Okazuje się, ze kluczem do wyjaśnienia tego paradoksu jest fakt, że ogromna liczba ludzi wykonuje zupełnie niepotrzebne nikomu prace, a do tego otrzymują za to wynagrodzenie.

http://www.strikemag.org/bullshit-jobs/

Artykuł bardzo dobrze obrazuje problem, który uważam za kluczowy dla rozwiniętych społeczeństw, a którego nigdy nie widziałem tak ładnie opisanego.

PS. Zastanówcie się, czy wykonywana przez Was praca jest faktycznie potrzebna? Co by było, gdyby nikt jej nie wykonywał? Czy ludzie nagle straciliby coś, czego rzeczywiście potrzebują?
W moim przypadku większość wykonywanej przeze mnie pracy jest zupełnie niepotrzebna. Ba - nawet prowadzę specjalną działalność zajmującą się wykonywaniem rzeczy, które są tak totalnie niepotrzebne, że nawet moi klienci sobie z tego zazwyczaj zdają sprawę. I niezależnie, czy oni też wykonują bezsensowną, czy też jakąś wartościową robotę, muszą pracować trochę więcej, by podzielić się swoimi efektami pracy z takimi ludźmi jak ja. W praktyce, większość ich wynagrodzenia, a w konsekwencji i czasu pracy, idzie na utrzymywanie innych osób, które robią czynności bezwartościowe.

Autor:  Solaris [ 24 wrz 2013, o 07:00 ]
Tytuł:  Re: Bullshit jobs

Chlopiec pisze:
Bardzo fajny artykuł, w którym autor stara się wyjaśnić, jak to się stało, że pracujemy chyba średnio ponad 40 godzin tygodniowo, zamiast jedynie 15...
[...]
Ba - nawet prowadzę specjalną działalność zajmującą się wykonywaniem rzeczy, które są tak totalnie niepotrzebne, że nawet moi klienci sobie z tego zazwyczaj zdają sprawę.

Ba: moja praca jest wręcz szkodliwa...

Autor:  Smith [ 24 wrz 2013, o 17:57 ]
Tytuł:  Re: Bullshit jobs

Solaris pisze:
Chlopiec pisze:
Bardzo fajny artykuł, w którym autor stara się wyjaśnić, jak to się stało, że pracujemy chyba średnio ponad 40 godzin tygodniowo, zamiast jedynie 15...
[...]
Ba - nawet prowadzę specjalną działalność zajmującą się wykonywaniem rzeczy, które są tak totalnie niepotrzebne, że nawet moi klienci sobie z tego zazwyczaj zdają sprawę.

Ba: moja praca jest wręcz szkodliwa...

Mniej więcej tak jak chemioterapia... ;)

A z tezą artykułu się głęboko nie zgadzam. To tak, jakby twierdzić, że w pracy samochodu ważny jest silnik, a olej do niego to "bullshit".

Owe "bullshit jobs" w większości stanowią dla "realnej gospodarki" taki właśnie smar. Dzięki nim przedsiębiorstwa - pracodawcy lub klienci - uzyskują więcej środków na inwestycje, zmniejszają ryzyko podejmowanych działań, uzyskują informacje o potrzebach klientów itp. Są wydatkiem, który pozwala na uniknięcie ponoszenia większych wydatków lub nieuzyskania dodatkowych zysków.

Autor:  Chlopiec [ 25 wrz 2013, o 08:59 ]
Tytuł:  Re: Bullshit jobs

Smith pisze:
A z tezą artykułu się głęboko nie zgadzam. To tak, jakby twierdzić, że w pracy samochodu ważny jest silnik, a olej do niego to "bullshit".

Owe "bullshit jobs" w większości stanowią dla "realnej gospodarki" taki właśnie smar. Dzięki nim przedsiębiorstwa - pracodawcy lub klienci - uzyskują więcej środków na inwestycje, zmniejszają ryzyko podejmowanych działań, uzyskują informacje o potrzebach klientów itp. Są wydatkiem, który pozwala na uniknięcie ponoszenia większych wydatków lub nieuzyskania dodatkowych zysków.

Moim zdaniem olej silnikowy można porównać do pracy logistyka, który sprawia, że wyprodukowany towar trafia do odbiorcy. Bez oleju silnik by się zatarł. Bez logistyka towar by nie był transportowany.
Moim zdaniem dosyć łatwo sobie ocenić, czy dana praca jest bezwartościowa. Wystarczy sobie zadać pytanie, co by było, gdyby nie było ludzi wykonujących taką pracę, jak moja. Ja wykonuję kilka prac i w zależności od tego, o którą chodzi, łatwo wskazać, na ile jest bullshitowa. Dwie (podobne) są totalnie bullshitowe. Jedna całkiem mocno, a pozostałe już nie.

Autor:  mithnae [ 25 wrz 2013, o 22:53 ]
Tytuł:  Re: Bullshit jobs

drogi smith,

najwyraźniej miałeś szczęście i nie otarłeś się o żaden bullshit job. one nie są jak smar do silnika - one są jak próba naprawienia zepsutego rozrządu homeopatią: najczęściej za ich powstanie odpowiadają jakieś racjonalne powody i potrzeby (choćby zupełnie śladowe) ale wykonanie, środki czy proporcje są tak absurdalne, że nie ma szans by w jakikolwiek sposób te potrzeby zaspokoiły. co więcej ich kompletna nieracjonalność, zamiast prowadzić do naturalnej korekty (homeopatia nie działa, może jednak lepiej pojechać do warsztatu) najczęściej prowadzi wprost do podwajania wysiłków i wydatków na realizację takiego bullszitu (homeopatia nie działa, kupmy więcej pigułek w droższej aptece od droższego producenta, albo sprowadźmy do naszego silnika sztab homeopatów z zagranicy).

użyłem słowa na h...czy będzie flejmik?

Autor:  Smith [ 25 wrz 2013, o 23:55 ]
Tytuł:  Re: Bullshit jobs

Och, ja nie przeczę, że czasem - częściej lub rzadziej - w pracy można trafić na bullshitowe zadanie. To jednak nie przesądza, że cały zawód jest bullshitowy.

Autor:  Chlopiec [ 26 wrz 2013, o 15:56 ]
Tytuł:  Re: Bullshit jobs

Tak mi się przypomniało:
mój znajomy robi analizy finansowe w pracy. To jego podstawowe zadanie. Część analiz jest na potrzeby GUS, by publikować statystyki. Czy faktycznie potrzebne? Mam duże wątpliwości.
Większość analiz jest natomiast na potrzeby wewnętrzne firmy. Żeby wiedzieć, co za dużo kosztowało, i gdzie można dokonać optymalizacji. Cel wydaje się słuszny i wartościowy. Dokładna wartość tej pracy - trudna do oszacowania, bo nie wiadomo, jak trudno byłoby podejmować różne decyzje bez tych względnie dogłębnych analiz. Ale jest jeden kluczowy aspekt, który sprawia, że mam wrażenie, że to w większości jest bullshit job:

Co kilka miesięcy okazuje się, że wszystkie dotychczasowe analizy zawierały jakiś bardzo poważny błąd. Za każdym razem to jest inny błąd. Czasem polega na błędnym zsumowaniu czegoś (zła formułka w excelu), czasem na tym, że jeden dział przyjął inną definicję czegoś niż drugi dział, i gdy później sumowali, swoje wyniki, to nie miało to sensu (np. jedni podawali koszt produktu z uwzględnionym kosztem wysyłki, a drudzy bez).
To jest proces ciągły. Te błędy są odkrywane, że istniały od wielu lat. Jest też trochę nowych błędów, które najczęściej są szybciej wykrywane. Zdecydowana większość z tych błędów ma bardzo duże znaczenie względem wartości wynikających z analiz.

I o ile fakt występowania błędów nie oznacza jednoznacznie, że cała praca jest z założenia bez sensu, to chyba mocno sugeruje, że skoro firma od lat działa (względnie dobrze) w oparciu o zupełnie błędne analizy, to może nie są one potrzebne.

Autor:  Solaris [ 13 paź 2013, o 15:37 ]
Tytuł:  Re: Bullshit jobs

Co do smarów, trudno mi się wypowiadać :?
Natomiast co do bezsensownych zajęć (ale nie: zawodów), to jest jeszcze cała klasa zajęć z gatunku office politics & basic psychology, na przykład:
- spotkania, żeby przekonać niezainteresowanych i niekompetentnych, ale pewnych swojej ważności
- pisma z gatunku CYA (cover your ass) ("w nawiązaniu do emaila ...przypominam że dnia ... prosiliśmy ponownie o ...")
- dyskusje telefoniczne, które mają na celu wyłącznie redukcję czyjegoś niepokoju ("taaak, wieeeem, to właśnie zrobimy. Taaak, wiemy jak" albo "taaak, dostałem mejla")
I to jest prawdziwy bullshit, który jednak nie zniknie, chyba że wprowadzimy robotyzację...

Strona 1 z 1 Strefa czasowa UTC+1godz. [letni]
Powered by phpBB® Forum Software © phpBB Group
http://www.phpbb.com/